Wpisz kod
Wyszukiwarka
Koszyk jest pusty.

Berlińska depresja. Dziennik – ebook

TANIEJ 5 %

Anda Rottenberg  

polski

256

Wydawnictwo Krytyki Politycznej

978-83-65853-64-6

Ocena: 5 (1 oceniający) Oceń produkt

  • EPUB
  • MOBI

Opis

Ta książka to zapis rocznego pobytu autorki w Berlinie. Wnikliwe notatki z lektur, intymne wspomnienia o rodzinie i przyjaciołach, szczere komentarze na temat wystaw i sztuki. Ale i zatroskane spojrzenie w Polskę, udział w protestach ulicznych jak i zaangażowanie w ochronę przyrody – od bluszczu na sąsiedniej kamienicy po Puszczę Białowieską. Anda Rottenberg w notatkach jawi się jako przenikliwa obserwatorka i aktywna uczestniczka życia społeczno- politycznego, a także jako wrażliwa odbiorczyni dzieł sztuki i literatury. Z mieszkania w berlińskiej dzielnicy Wannsee wspomina przeszłość i analizuje teraźniejszość.

(…) uczestniczę w rozmaitych naukowych seminariach, zabieram głos w dyskusjach i biesiaduję. A także chodzę na koncerty i spotkania z ciekawymi ludźmi, wypożyczam i czytam książki, coś piszę, coś publikuję i obiecuję, że znów coś napiszę albo coś wygłoszę, albo zrobię jakąś wystawę. Z zewnątrz wygląda to tak, jakbym żyła w realnej rzeczywistości, a nie w jakimś wirtualnym balonie. Ale subiektywnie raczej płynę nad ziemią, jak jedna z moich ulubionych bohaterek ostatniej książki Olgi Tokarczuk, która już nie jest żywa, choć jeszcze nie umarła.
fragment książki

Berlińska depresja. Dziennik - ebook

28,31 zł 29,80 zł
?
Ładowanie rekomendacji…

Opinie o produkcie

Ocena: 5 (1 oceniający)

1 - 1 z 1 opinii

  • Ocena:5
    Nina /2018-05-17

    Trzecia książka, po autobiografii „Proszę bardzo” i wywiadzie-rzece „Rottenberg. Już trudno”, opisująca życie „matki polskiej sztuki” - jak ją nazwał pewien młody twórca, kolega jej tragicznie zmarłego syna,

    Dziennik prowadziła Anda Rottenberg od 29 września 2015 do 14 lipca 2016, kiedy przebywała na stypendium w berlińskim Wissenschaftskolleg. Dość dużo pisze o realizowanych w tym czasie przedsięwzięciach, wspomina także projekty badawcze innych stypendystów, ludzi nauki i kultury z całego świata. Życie na kampusie uczelni, willa w zamożnej dzielnicy Grunewald, berliński pejzaż tworzą scenerię przywoływaną w wielu zapiskach. Ale, co znamienne, pod koniec pobytu w Berlinie autorka stwierdza: „Dopiero teraz doceniłam luksus, w którym żyłam. Ten spokój, ciszę, bibliotekę z pełnym wyborem wszystkich książek świata. Mam poczucie, że w ogóle z tego nie skorzystałam. Zapatrzona w Polskę, w dziejące się tam wydarzenia, tkwiłam tutaj półdupkiem, w niewygodnej pozycji osoby siedzącej z głową ustawicznie zwróconą do tyłu.”

    Jest bowiem tak, że tytułowa depresja dominuje lub co najmniej czai się w tle wszystkich poruszanych tematów, wspomnień, historycznych dygresji, opisów i prognoz politycznej sytuacji. Na mnie, osobie z tego samego pokolenia co Anda Rottenberg, podzielającej w pełni jej ocenę sytuacji i dalszych zagrożeń, w Polsce i na świecie, wywarł Dziennik duże wrażenie. Mogłabym powtórzyć za nią: „Nie sądziłam, że tego dożyję.”

    A jednak... Anda Rottenberg pisząc o sobie unika wielkich słów. Często w swoich notatkach zastanawia się, czy warto nadal biegać po tych wszystkich wystawach, przyjmować zaproszenia na sympozja, wygłaszać referaty, pisać teksty, których w Polsce i tak nikt nie opublikuje, jaki to ma sens. Ale to wszystko robi. I kiedy okazuje się, że jej końcowe wystąpienie w ramach programu stypendialnego bardzo się spodobało, konstatuje, że pobyt w Berlinie mimo wszystko naładował ją nową energią.

1 - 1 z 1 opinii